Sternzellen


Węzły makrofag,pola granicznych tkanek nasączonych wciąż tym samym zapachem.
Już zawsze będziesz tym jebać. Jak pudel po deszczu,stary Ilony po śledziu czy świeża gazeta.
Wiesz,to już jak mały palec,zrośnięty z resztą tych zabawnych elementów,chlebem ciała.
Takie dziwne przyzwyczajenie,niezależne od zmiany kształtu,barwy czy kontaktu.
Przyzwyczajenie do tego,że stale jest w Tobie,ciągle i prymitywnie go czujesz.

Ślina ściekająca z szyby wystawy w którą tak się wtapiasz, szkło wbite głęboko w stopę.
Wytłumacz jej,dlaczego tak lubi do tego wracać,neurotycznie kurwa wyolbrzymiać.
Anankastyczna szmata, lękliwa ciota sparaliżowana tym dawnym wybuchem o którym wie tylko ona i Pan.

Szyby nie rozbijesz.Nie masz kurwa na tyle odwagi żeby jej dotknąć.
Odbijają się w niej Twoje oczy.
Uniesione kąciki ust i wyżarte głodem dłonie.
Trzy minuty przed snem wyraźnie wystaje z Ciebie paradoksalny wybuch endorfin.
Emocjonalny penis tuż przed orgazmem.

I nie będzie mi tu Pan pierdolić,że to zwyczajne uzależnienie,że osobowość nie taka,że kurwa przejdzie.
Jak przejdzie to znaczy,że ujebał mi Pan kawałek ciała,naspeedował i że dostałam w końcu w mordę.
Albo,że chce mnie Pan przelecieć.   




skomentuj (9)

 


 

last time



Któregoś dnia spotykasz siebie.
Zawieszenie wzroku,tępo spływajacych myśli, powietrze lepkie od podniecenia.
Drżysz mocno zaciskajac dłonie,przeszywa Cię neurotyczny lęk.

Obezwładnia Cię silniej niż kiedykolwiek.
Realizm tego co jest pomiędzy rozbija się jak szkło,tuż przy gardle.
Za każdym razem kiedy ślina spływa do środka,czujesz że to już teraz.Raz na zawsze.


Jest wszystkim czego dotykasz,co chłoniesz,czym rzygasz.
W końcu chcesz uciec,wydaje Ci się, że jeszcze potrafisz.
Im bardziej się starasz,tym szybciej się dławisz.
Jesteś moim pierwszym skojarzeniem,ostatnim jękiem, bólem.
Czuję każda gałaź Ciebie.

Jeśli na to czekałam cale życie, jestem pierdolonym Chrystusem emocji wszytych w powieki.
Jeśli nie, to daj mi w mordę. 

skomentuj (4)

 


 

another dick in the wall, but hope.





Wszystko nagle stalo sie lepkie, slodkie. Smak uzaleznial silniej niz metkat, kazde dotkniecie opuszkami palcow wywolywalo drzenie, dziewiczy jęk, glod.
Wewnetrzny glod i lek, ze to wszystko to jednodniowy sok brzoskwiniowy, motyli sen. Bylo ich tysiace, wszystkie delikatnie karmily Twoja skorę.
Nadgarstki z calych sil wbijane w prześcieradło zwijaja się w spazmach.
Ból pulsujacy, nieregularny, obejmujacy teraz. Teraz mogłoby być zaszczanym Berlinem Zachodnim,stopień obłędu wrósł się zbyt głęboko.
Obraz ciala, sklejone z powietrzem dzialo.
Psychoza źrenic,topiacych się powoli, gleboko.

Oddech,psychotyczny , dławiacy cieplem szept. Apoteoza pożadania i maniakalny wrecz fanatyzm podjudzany przez kazdy bodziec.
Świeżość i głębokość igieł, nie zrozumiesz tego wypruty z naiwnych uniesień, tani cwelu. Zeszmacona drogim światem studentko chujostyki.
Bo kurwa wiesz lepiej, bo ryzyko, bo i tak będziesz dostawać w mordę. Od nich i ode mnie.


Kiedy mgła powoli zaczyna opadać, ostrość bezlitośnie gwałci zmysły. Masochistyczna kurwo, zlizuj ten brud. Patrz, jak ślina topi Twój lodowy gród.
Dotknij ściany jego ciała,czekaj aż pojawi się znów.


Czekam.

skomentuj (8)

 


 




:b
y: annabel lee


konkurs
klikej, synek !

gejsbuk
tak, możesz dodać mnie na fejsie.

takie tam
satanislaw
physica-curiosa
foloł de łajt rabit
dodyan :)
daj2fajki
afu-sake
niezdefiniowany
adamikolaj
enklawa
poza sobą

**
majspejs

*
my poetry




























2011
sierpień
lipiec
luty
2010
listopad
październik
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
kwiecień
luty
2008
sierpień
2007
listopad
wrzesień
sierpień
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2006
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
>

blog.pl

Liczniki internetowe